Posty

Wyświetlam posty z etykietą samochód

Kapuściany łeb

Obraz
 Posadziłem rozsady kapusty i kalafiora. Po 4 dniach zrobiły się białe. Zdechły. Ogrodnik od którego kupiłem rozsady mówił, że mogę teraz sadzić. Sąsiad mówi, ze wg kalendarza rolniczego po 3 maja dopiero będzie można. Drugi sąsiad, że można było już, ale trzeba je było  zahartować i przyzwyczaić do zimna i słońca, że to zbielenie to spalenie słońcem.  Ja myślałem, że wyschły bo jest od dawna bez opadów, że i podlewanie nie pomoże. Mam więc łacznie z moją 4 opinie, co jest z tego prawdą? Nie wiem, mam kapuściany łeb, ale nie mam kapusty. Przy odbudowie paryskiej katedry Notre Dame odtworzono dębową konstrukcję dachu. Mało tego, że zachowano oryginalny materiał (a były krzyki, że nie ma tyle dębów w całej Europie, w rzeczywistości trzeba było 2% produkcji Francji) to całość wykonano ręcznie wg tradycji ciesielskich. Zachwyciłem się gdy widziałem zdjęcia cieśli ciosających belki toporami i efekty ich pracy na koniec. Miałem taki pień na podwórzu, chciałem spróbować go ocios...

Bocian zaliczony

Obraz
 Dostrzrglem dziś pierwszego bociana. W miejscowości Sitno, siedział na gnieździe. Chyba dopiero nie dawno przyleciał, bo był jeszcze brudny. Dziś podróżuję. Będzie to kilka różnych środków transportu. Pierwszy to busik do Zamościa. Jechałem nim 2 tygodnie temu kosztował 16 zł, teraz już 19 zł, efekt żydowskich agresji, a stąd cen paliwa. Z bratem żartowaliśmy z tych cen, kazał mi się zapytać mechanika, czy jak mam w baku paliwo po 5 zł, to można do niego dolewać paliwo po 9 zł 😄 Busik dojeżdża do Zamościa wg rozkładu 20 minut przed odjazdem pociąguu, dojście do stacji Zamość Starówka wg Googla 35 min. Musiałem zamówić taksówkę. Busik przyjechał 5 minut wcześniej, pociąg się spóźnił 5 minut, to wyrobił bym się spacerkiem, ale nerw by był. W szynobusie ta przyjemność, że obserwowałem myszołowa lecące go równolegle i sarnę 5 m od torów.  Intercity fajny bo szybki. Koleje Mazowieckie, wygodnie się jechało niewiele ludzi, rozłożyłem się i zjadłem śniadanie Powrót samochodem, cisn...

Idzie wiosna

Obraz
 Idzie wiosna, już pierwszy bocian wrócił do Polski. Pola dotąd białe zrobiły się szaro zielone. Na podwórzu leży śnieg, tylko ścieżki gdzie odśnieżałem już całkiem widać ziemię. Z takiego powiewu wiosny to jest i radość i kłopot. Pelletu idzie mniej, nawet połowę mniej, gdy w mrozy wypalam worek dziennie, to teraz worek starcza na 2 dni. Kłopoty zaś takie, że jak ziemia zamarzła to idzie się po niej jak po gąbce, jest miękka i wyciska się woda. Droga do miasteczka jest łatwiejsza do przejścia, leży na niej śnieg, ale się wygładził. Jest tylko problem że przy mostku jest metr czystego lodu i można zjechać 2 metry w dół w wodę. W jedną stronę przeszliśmy, ale z zakupami  wracaliśmy na około, bo z zajętymi rękami trudniej rzucić się na  zbawczą barierkę. Gorzej jak z chodzeniem jest z jazdą. Nie zdołałem wyjechać, ugrzęzłem. Zrobiłem tylko dwie kolejny przez kilkadziesiąt metrów. Potem roboty drogowe, trzeba to wyrównać. Teraz jest mi tak trochę głupio, jak wiem, że jestem ...

Jeszcze więcej atrakcji zimowych

Obraz
Samochód odpalał od razu ale szybko gasł, za kolejnym razem pracował pare sekund dłużej, az udało się go przekonać do wyjazdu.  Pojechałem do Grabowca, załatwiliśmy zakupy i odebraliśmy paczki. Wsiedliśmy do samochodu, kluczyk i cisza. Niemożliwe, przecież kilka minut temu nim jeździliśmy. Jeszcze jedna próba i jeszcze jedna. Trzeba się było skonfrontować z rzeczywistością, nie pojedziemy. Wracaliśmy piechotą, objuczeni zakupami i paczkami. Poszliśmy skrótem, ale to nie okazało się lepszym wyjściem. Ścieżka była krzywa i bardzo śliska, kilka razy się poślizgnąłem, aż w końcu zaliczyłem glebę. jestem źle przygotowany do zimy, nie mam przewodów do rozruchu, nie mam busters, prostownika (ten został w Warszawie i pewnie akumulator do wymiany. Sprawdziłem ile zakup tych rzeczy by kosztował, tak 1100-1800 zł, no dużo jak na emeryta. Idę do sąsiada. Zgadza się pojechać ze mną do mego samochodu, bierze kable i akumulator od ciągnika, ma też prostownik. Mój akumulator padł całkiem, juz nie ...

Po kolędzie.

Obraz
 Wczoraj to się działo. Panowie przyjechali skończyć drzwi, dodali opaski. Teraz już wygląda bardzo elegancko. Prysnęły obawy, że jak z drzwiami jechali kilka miesięcy, to z opaskami zejdzie się i drugie tyle. Z drzwiami jest cieplej i wyraźnie potrzeba mniej paliwa do pieca. To ważne, bo zapowiada się tydzień kilkunasto stopniowych mrozów. No jest zimno od dawna, a co będzie potem tego prognozy na razie nie mówią. Cieszę się z odrobiny poprawy komfortu cieplnego. Panowie z drzwiami wyrobili się szybko, to i dobrze, bo tego  dnia miał chodzić ksiądz po  kolędzie. Spodziewałem się po liczeniu chałup, że to tak do nas dojdzie ok 11, ale jakoś się opóźniał. Z tego wywnioskowałem, że pewnie to proboszcz chodzi to bardziej gadatliwy. Proboszcz nas nawiedzał w poprzednim roku.  Jednak przyszedł młodszy ksiądz, też lubi porozmawiać, bardzo sympatyczny. Książ odpytał nas skąd my tu, my jego bo nas doszły jego piłkarskie doświadczenia. A tu w trakcie wizyty księdza jeszcze in...

Fryzjerka

Obraz
 Okazuje się, że u nas na wsi nie tak łatwo się ostrzyc. To nie jest tak, ze idziesz posiedzisz kwadrans w kolejce i się ostrzyżesz, trzeba się zapisać w kolejce i czekać ponad  miesiąc. Miałem na wczoraj termin (choć chciałem przed świętami). I nic z tego nie wyszło. Fryzjerka jest w sąsiedniej wsi, gdzie jest droga nz skrót 2 kilometry. Na początku tej drogi było  odśnieżone, ale potem były tylko ślady, że jakaś pojedyncza osoba przeszła. Mamy jednak z 70 cm śniegu i po paru krokach miałem do kolan spodnie w śniegu, a każdy krok wymagał wysiłku. Nie chciałem dojść w przemoczonych spodniach, a potem  tak wracać na mrozie. Zawróciłem do domu. Chwyciłem kluczyki samochodu i próbowałem wyjechać. Nie dało się, ugrzęzłem w śniegu. Potem pół godziny walki by wrócić autem do szopy. Dwa dni bardzo intensywnych opadów, a już przedtem leżała gruba warstwa śniegu. Odśnieżałem czły dzień drogę i drózki, ale przy padającym i wiejącym śniegu. Krótko mówiąc jestem trochę odcięty o...

Gwoździe

Obraz
 Mam przy stodole dobudówkę, wiatę, nazwijmy ją wozownia. Nie mam wozu, ale mam samochód. Idzie zima, a z nią skrobanie szyby, zmiatanie śniegu z dachu. Czemuż by więc nie wykorzystać wozowni na garaż? Są dwa powody. 1.) Wycinając zakrzaczenia, przycinając drzewa rzucałem sobie gałęzie w kąt. Rosła mi górka, potem góra. Rosło i rosło, aż zablokowałem sobie dojazd do wozowni. 2.) Poprzedni właściciele też nie mieli wozu, ale uważali że wozownia to dobre miejsce na odstawianie wszystkiego co może kiedyś się przyda. Jak zabierali swoje rzeczy, to doszli jednak do wniosku, że to się jednak nigdy nie przyda. Ja tam dorzuciłem w czasie remontu jeszcze trochę, zwłaszcza do desek tam stojących dołożyłem dużo kolejnych. Teraz od kilku dni ciężko pracuję by móc wstawić tam samochód. Przerąbuję się przez gałęzie, rąbię je na opał, choć palę tylko pelletem, ale coś trzeba z tym coś zrobić. Porąbane zajmują mniej miejsca.  Zajmuję się też wyjmowaniem gwoździ. Większość kawałków drewna prze...

Kiszenie

Obraz
 Jesiennym zajęciem jest kiszenie kapusty. Pani która sprzedaje kapustę już poszatkowaną, tym razem, sama ją przywiozła do nas i sąsiadów. W zeszłym  roku jeździliśmy do jej domu. Wyszorowaliśmy gar ceramiczny, oskrobalismy i utarlismy marchew, wystrugaliśmy kołek do ubijania i do roboty. Na koniec obciążyliśmy ceramicznymi kaflami piecowymi, bardzo dobrze docisnęły kapustę i na wierzchu tylko sok. Kapusty zamówiliśmy 15 kg, na tyle oceniłem nasz garnek. Okazało się, że to tylko pół garnka zajęło, w przyszłym roku zamówię 20, a i 25 powinno się zmieścić.  Następne zadanie to zimowy płyn do spryskiwacza szyb. Postanowiłem go zrobić samodzielnie. Butelka po 5 litrowej wodzie, 4 litry wody demineralizowanej, ćwiartka denaturatu, pół szklanki płynu do  mycia naczyń i 100g octu. Wylałam poprzedni płyn, bo zapowiadają mrozy i zalałem swoim, teraz go przetestuję. Cenowo to ułamek płynu ze stacji paliw.

Błoto wciąga

Obraz
  Dziś w drogę. Ale zwątpiłem czy się uda wyjechać samochodem. Sytuacja jest taka, że moja droga jest z ziemi i taką chcę mieć. Nie chcę żadnego betonu, płyt, żużlu, żwiru. Tyle, że ostatnio pada  co cieszy mnie jako właściciela ogródka. Dziś w nocy to całkiem ulewa. Moja droga zmieniła się w miękką, zapadajaca się maź. Ciężko po niej nawet zwyczajnie iść, bo tak śliska, że nogi się rozjeżdżają. Na to mam patent taki, że śpię słomę, która na chwilę stabilizuje błoto. W najgorszych miejscach podkładam deski. Muszę się śpieszyć, bo deszcz dalej pada i słoma mi namaka. Siadam za kierownicę ruszam. Piszczy mi alarm, że samochód jest w poślizgu. Błoto to jedna, a oje podwórko jest 3 metry niżej od drogi przez wieś. Jadę więc, nis słucham alarmów, patrzę tylko by nie zwolnić i nie utknąć, by też nie przegazować i nie stracić przyczepności. Udało się.