Gwoździe

 Mam przy stodole dobudówkę, wiatę, nazwijmy ją wozownia. Nie mam wozu, ale mam samochód. Idzie zima, a z nią skrobanie szyby, zmiatanie śniegu z dachu. Czemuż by więc nie wykorzystać wozowni na garaż?


Są dwa powody. 1.) Wycinając zakrzaczenia, przycinając drzewa rzucałem sobie gałęzie w kąt. Rosła mi górka, potem góra. Rosło i rosło, aż zablokowałem sobie dojazd do wozowni. 2.) Poprzedni właściciele też nie mieli wozu, ale uważali że wozownia to dobre miejsce na odstawianie wszystkiego co może kiedyś się przyda. Jak zabierali swoje rzeczy, to doszli jednak do wniosku, że to się jednak nigdy nie przyda. Ja tam dorzuciłem w czasie remontu jeszcze trochę, zwłaszcza do desek tam stojących dołożyłem dużo kolejnych.

Teraz od kilku dni ciężko pracuję by móc wstawić tam samochód. Przerąbuję się przez gałęzie, rąbię je na opał, choć palę tylko pelletem, ale coś trzeba z tym coś zrobić. Porąbane zajmują mniej miejsca. 

Zajmuję się też wyjmowaniem gwoździ. Większość kawałków drewna przechowywanych w wozowni jest najeżona gwoździami, często i po kilkanascie gwoździ w jednej desce. Na szczęście jestem mistrzem w tej dziedzinie. W czasie remontu z naszego drewnianego domu wyciągnęliśmy kilogramy. (dlatego z chęcią odwiedzają nas złomiarze) Niektóre gwoździe  daje się wyciągnąć ręka. Tak na 10 gwoździ 9 wyciągnąć jest łatwo i szybko to idzie, ale ten dziesiąty to może zająć kwadrans. Jak drewno grube i twarde, a gwóźdź przerdzewiały w którym urwie się łeb, to już dłubanina. Jednak trzeba wyciągać gwoździe nawet jak ten kawałek drewna może pójść już tylko do spalenia.  To bezpieczeństwo, że się na niego nie wejdzie, nie trafi pod kołom nie trafi w niego piła.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pomidory palone

Malujemy dom