Idzie wiosna
Idzie wiosna, już pierwszy bocian wrócił do Polski. Pola dotąd białe zrobiły się szaro zielone. Na podwórzu leży śnieg, tylko ścieżki gdzie odśnieżałem już całkiem widać ziemię.
Z takiego powiewu wiosny to jest i radość i kłopot. Pelletu idzie mniej, nawet połowę mniej, gdy w mrozy wypalam worek dziennie, to teraz worek starcza na 2 dni.
Kłopoty zaś takie, że jak ziemia zamarzła to idzie się po niej jak po gąbce, jest miękka i wyciska się woda. Droga do miasteczka jest łatwiejsza do przejścia, leży na niej śnieg, ale się wygładził. Jest tylko problem że przy mostku jest metr czystego lodu i można zjechać 2 metry w dół w wodę. W jedną stronę przeszliśmy, ale z zakupami wracaliśmy na około, bo z zajętymi rękami trudniej rzucić się na zbawczą barierkę.
Gorzej jak z chodzeniem jest z jazdą. Nie zdołałem wyjechać, ugrzęzłem. Zrobiłem tylko dwie kolejny przez kilkadziesiąt metrów. Potem roboty drogowe, trzeba to wyrównać. Teraz jest mi tak trochę głupio, jak wiem, że jestem pozbawiony samochodu. Następny problem to szambo, zamówiliśmy szambiarkę. Jak się zorientowałem że słabo z drogą, to zajrzałem do szamba czy moze jeszcze 3 dni wytrzymać jak trochę podeschnie. Niestety nie mogło czekać. Wysypałem podjazd słomą, chodziłem po nim i wydawało mi się, że wytrzyma. Szambiarka zaczęła się zapadać, gość się wycofał. Dramat toaletowy wisiał w powietrzu. Wystarczyło jednak jego węża, co za uczucie szczęścia. Szczęście jednak minęło przy płaceniu, z 350 poszła cena na 400 zł. Jakos nie sądze by ZUS zrekapęnsował to adekwatną podwyżką.
W niedzielę ostatni śnieg wykorzystaliśmy na narty. Pierwszy raz włożyli mi na nogi biegówki. To nie skończyło się dobrze. Dwa razy wywaliłem się, a po 20 minutach musiałem wrócić do domu, bo moja koszula była jak wyjęta z prania. Chciałbym jednak następnej zimy spróbować się pouczyć i wzmocnic moje nogi.

Komentarze
Prześlij komentarz