Posty

Dożynki

Obraz
 Jeśli myślisz, że dożynki to taka impreza na którą się wpada na godzinkę i już, to jesteś w błędzie. Dożynki to kilka tygodni wspólnej pracy. Wielce pracochłonnym zadaniem jest przygotowanie wieńców dożynkowych. One są głównym bohaterem uroczystości. Każda wieś w gminie ma ambicję zaprezentować najpiękniejszy. Wpierw trzeba przygotować konstrukcję, potem zbierać kwiaty i zboże (zbierane kombajnem się nie nadaje). Potem się to spłata przez wiele dni. Kto ma talent muzyczny lata na próby orkiestry i zespołów. W urzędzie gminy myślą o budżecie na dożynki. W Domu Kultury dopinają organizację całej imprezy. Organizatorem dożynek jest też parafia. Od mszy świętej zaczynamy uroczystości dożynkowe. Przedstawiciele wsi przynoszą do ołtarza chleby. Żadne tam kupione, wszystkie domowe i wszystkie ozdobione. Te chleby są potem pokrojone i rozdawane na koniec mszy (wiem stąd, że nie tylko ładne ale i pyszne). Wieńce są prezentowane przed sceną i oceniane przez władzę. Nasza wieś zdobyła 3 miej...

Stodoła odnowiona.

Obraz
Do drzwi zapukał człowiek, że chce mi w zamian za stare deski dać nowe i to za darmo. Też lubię stare deski, zzieleniałe, pokazujące dawność budynku. Fakt jednak, że z tyłu mam kilka desek  odstających. Próbowałem je dogiąć i przykręcić. Na nic, deska była w nich spróchniała, nie było w co wkręcić wkrętów. Dobę się wahałem zmieniać, nie zmieniać. Salomonowym rozstrzygnięciem było, niech dadzą nowe z tyłu i z boku, a front niech zostanie stary.  Panowie przyjechali rano przed 7, a niewiele po 12 już zdążyli rozebrać i przybić nowe. deski które przywieźli są świerkowe, szerokie, podobają mi się. 200 kilometrów przez lubelszczyznę motocyklem. To dużo jak na moje 4 litery i nie zamierzam puszczać się w dłuższe trasy. Pierwszy odpoczynek po 75 km, potem już co 20 km. Pogoda była nie za gorąca, by nie grzał się silnik i nie za zimna by mnie przewiało, a nade mną lekkie chmurki. Trzeba uważać by bezpiecznie wrócić, kilka osobówek wyprzedzało mnie z dystansem na żyletkę, w Lublinie 3 ...

O wkładaniu pięty do wody.

Obraz
 Wczoraj dzień urodzin żony, zrobiliśmy więc sobie wolny dzień. Pojechaliśmy nad zalew. To pierwsza kąpiel w tym roku. Zauważyłem nad zalewem Maczuły zmiany, nie było ekipy ratowników, wypożyczalnia zamknięta. Obok zalewu powstał jakiś obiekt, nie wiem co to, wygląda jak dyskoteka. Zmieniła się też woda, jest tak o metr płytsza i mniej przejżysta. Najwyraźniej efekt wiosennej suszy, której nie zrównoważyły ostatnie opady.  Podjechał do plaży samochód i wyładowano z niego dwie łódki. Łódki były pięknie wymalowane, miały drewniane koło sterowe jak na starych statkach, ale które nie poruszały sterem, miały maszt z kolorową flagą. Była też pani redaktor która szykowała się do nakręceniu filmu o atrakcjach zalewu. Zarządzała też ekipą, by przywieziono świeży piasek i wysypano koło łódek. Coś mi to wszystko wyglądało na malowanie trawy na zielono. 

Koniec lipca.

Obraz
 Przystanek busików, stąd kilka razy dziennie można się dostać do Zamościa. Chyba, że chce się jechać w niedziele, to nie, nie jedzie nic. Spodobała mi się ta szyba-ekran, a za nią jakiś inny świat, tajemniczy ogród. W rzeczywistości tam jest tablica ogłoszeń, a dalej zakrzaczona, opuszczona działka, coż to, jak widzimy ogrody z blaskami słońca.  Kończy się lipiec który przyniósł dużo deszczy, był chłodny, nie miał kąpielowych dni, ani razu nie nie zachęcił mnie bym wybrał się nad wodę. Pare razy korzystałem tylko z solarium za stodołą, wypatrująć słońca między chmurami. Widziałem motocyklistę, którego mama nie dopilnowała i wybrał się w krótkich spodniach. Nogi miał przeraźliwie sine. Idzie jednak zmiana, zapowiada się kolejna susza, zapowiadają upały powyżej 30 stopni na najbliższe 10 dni. Dziś rano jednak 10 st. C. W ogrodzie obciążone owocami krzaki pomidorów się łamią i przewracają. Muszę na przyszły rok przynieść z lasu większe kije. Całkowicie nic nie wzeszło  z wy...

Cebula

Obraz
 Wyrywam cebulę i czosnek. Część czosnku już schowała mi się pod ziemię, straciła listki i muszę  szukać czosnku w ziemi. Jak zwykle gubię się w terminach. Cebuli zresztą całkiem nie rozumiem jej dwuletniego cyklu życia.  Mam teraz dużo ogórków. Znów nie wyrobiłem się z terminem i nie mam ogórków do kiszenia, a same ogromne, super na mizerię, a smaczne wybitnie. Skąd mam jednak wziąć ogórki do kiszenia. Pojawiają się już pomidory, ale jeszcze s a generalnie zielone. Tu na wsi mówi się, że się zapalają, co znaczy zaczerwieniają, dojrzewają. Jak się zapalą to są pyszne, to nijak nie przypomina kupowanych w sklepach. Susza się skończyła, w zasadzie teraz wciąż deszcze. Walczę z zielskiem i stonkami. Z zielskiem po deszczu nie mam szans. 2 tygodnie temu było w miarę wyplewione, teraz niektóre zielsko tak wyskoczyło, tak urosło, że brakuje siły by wyrwać. Stonka była opanowana, larwy różowe wybite.. Teraz jednak mam dużo pasiastych, uprawiają sex i produkują jajeczka. Teraz ic...

Ulewa

Obraz
 Padało krótko, ale intensywnie. Padało tylko u nas, w okolicznych wsiach tylko pare kropel, albo i wcale. Efekt jednak taki, że połamały się kwiaty, albo pokładły na ziemię. Róże otrzepane z kwiatów. Musiałem optykać patykami kukurydzę, bo położyła się na ziemi. Podwiązywać malwy. Prostować kije w pomidorach. Straciłem na pomidorach dwie najbardziej obiecujące gałązki. Położyłem je na parapecie by dojrzały, ale chyba za małe jeszcze, za mało dojrzałe. Przyjechał pan po odbiór szamba, wjeżdżał ostrożnie, bo na wiosnę trafił akurat, że droga rozmiękła i samochód zaczął się zapadać. Ten deszcz nie rozmoczył mi drogi. Niespodziewany gość. Puka gość, prawie goły, tylko w majtkach, pyta o kogoś kogo nie znam. Dzień dziś gorący, trudno na dworze wytrzymać, a gość przyjechał z Zamościa na rowerze. To jego strój całkiem adekwatny. Nie kojarzyłem nazwisk o które pytał, ale zaprosiłem do środka na szklankę wody. Chwile porozmawialiśmy o okolicy i jeżdżeniu na rowerze. Ja moje rowery zaniedba...

Kryminał

Obraz
 Kolejna impreza, piknik w Dańczypolu. W dańczypolu jest źródełko które wypływa spod figurki Maryi. To ładne miejsce i obowiązkowo wożę tam moich gości. To też dobre miejsce na piknik gminny. Była scena na której występowały zespoły z naszego domu kultury. Były stoiska z czymś do jedzenia, zorganizowane przez cztery koła gospodyń wiejskich. Było więc nie drogo, a bardzo smacznie. Myśmy w domu przygotowali pieczone pierogi z warzywami (poszły wszystkie). Jestem niezmiennie zaciekawiony, jak to każdy poświęci trochę czasu, trochę pieniędzy, a potem wielu się może dobrze bawić.  To jest słaby rok na owoce. Mirabelki spadły mi z drzewa. Śliwki zrobiły podobnie. Wisni tyle, że nie ma sensu zbierać, niech sobie zbiorą ptaki.Ziemia wprawdzie po deszczach dobrze przemoczona, ale podejrzewam, że głębiej jest dalej sucha, a drzewa raczej szukają głęboko, gdy nie znajdują, pozbywają się owoców. Ogród który miałem dość wyczyszczony z zielska, teraz po deszczach pokrył się tysiącami drobni...