Stodoła odnowiona.

Do drzwi zapukał człowiek, że chce mi w zamian za stare deski dać nowe i to za darmo. Też lubię stare deski, zzieleniałe, pokazujące dawność budynku. Fakt jednak, że z tyłu mam kilka desek  odstających. Próbowałem je dogiąć i przykręcić. Na nic, deska była w nich spróchniała, nie było w co wkręcić wkrętów. Dobę się wahałem zmieniać, nie zmieniać. Salomonowym rozstrzygnięciem było, niech dadzą nowe z tyłu i z boku, a front niech zostanie stary. 


Panowie przyjechali rano przed 7, a niewiele po 12 już zdążyli rozebrać i przybić nowe. deski które przywieźli są świerkowe, szerokie, podobają mi się.

200 kilometrów przez lubelszczyznę motocyklem. To dużo jak na moje 4 litery i nie zamierzam puszczać się w dłuższe trasy. Pierwszy odpoczynek po 75 km, potem już co 20 km. Pogoda była nie za gorąca, by nie grzał się silnik i nie za zimna by mnie przewiało, a nade mną lekkie chmurki. Trzeba uważać by bezpiecznie wrócić, kilka osobówek wyprzedzało mnie z dystansem na żyletkę, w Lublinie 3 samochody ruszyły z podporządkowanej, znudzone czekaniem, zmuszając mnie do ostrego hamowania, bo motocykl można przecież zignorować. Ale, spoko jazda motocyklem zawsze daje dużo radości.

Ogórki już zaschły, skończył się okres mizerii. Przechodzimy na pomidory, a tych obfitość. Obfitość jest też stonki, miałem przez chwilę wrażenie, że jest opanowana, ale raczej ona opanowała pole.

Przez ostatni tydzień żona codziennie lata do Koła Gospodyń Wiejskich gdzie trwają przygotowania do dożynek.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sadek

Malujemy dom

Pomidory palone