Dentystka.
Byłem dziś u dentystki i bardzo mnie to stresuje. Może to przez wspomnienie pierwszej wizyty dentystycznej. Jeszcze w dawnych czasach mlecznych zębów. Mleczny ale bolał, całą noc ryczałem, cała noc rodzina nie spała.
Mieszkaliśmy wtedy na wsi, a Mama była kierowniczką małej 4 klasowej szkoły. Raz w tygodniu przyjmowała dentystka i na szczęście to był ten dzień. Mama zaprowadziła mnie o godzinie 11:30.
Pani dentystka była już w płaszczu i powiedziała - już nie przyjmuje. Mama - na drzwiach napisane, że do 12:00.- ale mi ucieknie PKS, trzeba było wcześniej
- wcześniej miałam kilkadziesiąt dzieci, którymi przecież musiałam się zaopiekować
Była awantura, która zajęła więcej czasu niż pewnie potrzeba na usunięcie mleczaka. Dentystka uległa. Na prośbę by znieczulić (schładzało się wówczas dwutlenkiem węgla) powiedziała, że nie ma. Kolejne spięcie. Już się nie przebierała w fartuch i w płaszczu chwyciła się za cęgi. W pośpiechu i nerwach tak jednak nieszczęśliwie, że rozwaliła mi dziąsło. Dentystka nie zamierzała się zająć krwawieniem, by se nie ubabrać płaszcza. Wyszliśmy, na szczęście bez zęba, ale z chusteczką przy krwawiącej gębie. To był słaby start w leczeniu zębów. Potem były następne historie, dużo boleśniejsze, ale to może opowiem po następnej wizycie u dentysty.
Tu wizyta była na szczęście prawie miła.
To 101 wpis na tym blogu.

Komentarze
Prześlij komentarz