Nasze boćki
Wieczorem poszliśmy zobaczyć nasze boćki, czy może są. Jaka to radość, gdy okazało się, że są. Na końcu wsi jest słup, na nim gniazdo a w nim stała para bocianów. To wzruszające, że przeleciały pól swiata by do nas wrócić. Ileż to miały przygód w drodze, zwłaszcza, że leciały nad bombardowaną Palestyną i Libanem.
Kot Simba wygląda okropnie, cześć futa ma w kołtunach, część wycięt do gołego, trochę sam sobie wydłubuje. Ogon ma piękny, puszysty a reszta jak lump. Jak się rozgarnie futro, to jeszcze gorzej, pełno ranek, śladów po kleszczach. Noga jednak lepiej.
Wjeżdża mi na podwórze samochód. Wysiada chłop, pyta czy chcę ziemi. Nie chcę - odpowiadam. Okazało się, że żona kupiła worek torfu wczoraj na targu, a ten z uprzejmości podrzucił. A ja już go chciałem bić :-)
Sadzimy dzisiaj róże. Zastanawiamy nad budową szklarnii, wycinam za stodoła pędy wiśni których sa tysiace. Skróciłem też drzewko wiśni,

Komentarze
Prześlij komentarz